czwartek, 1 września 2011

Jak przeżyć w Turcji miesiąc bez internetu - czyli mój własny Ramadan.

Dokładnie miesiąc temu mój ulubiony sąsiad z góry, który oburzał się na moje śpiewanie (ja do dziś utrzymuję, że nie ma mowy, żebym to ja go owym śpiewaniem budziła, a nie muzyka płynąca z 4 wielkich kolumn z sąsiedniego pensjonatu) powiedział, że się wyprowadza i niniejszym przestaje być naszym "dostawcą" internetu. No to klops. Zważając na to, że z końcem sezonu raczej się przeprowadzimy, nie było sensu załatwiać stacjonarnego internetu. W Turcji jest oczywiście i na to rada. W sklepach komputerowych można zakupić specjalną antenę wyszukującą sieci bezprzewodowe w promieniu minimum kilku kilometrów, a niektóre z nich są....niezabezpieczone. I tak oto płacisz za antenę jednorazowo niecałe 100 TL (niecałe 200 zł) i szukasz (z całym szacunkiem) frajera, który nie zabezpieczył swojej sieci hasłem. Okazało się jednak, że wprowadził się nowy sąsiad, który chętnie dzieli się z nami swoją siecią bez żadnych anten (za odpowiednią opłatą rzecz jasna, wiadomo).

Braku internetu nie odczułam tak mocno, jak się tego spodziewałam, bo sierpień był dla nas miesiącem wizyt - przyjechała M., a potem mój brat, miesiącem różnego rodzaju życiowych perturbacji, miesiącem kryzysu związanego z pracą A. bez ani jednego wolnego dnia od maja (choć w końcu dostał 2 dni urlopu!!!) i różnych przedziwnych przygód i sytuacji. Wreszcie w sierpniu w Turcji obchodzony był Ramadan. W İçmeler nie widziałam ANI JEDNEJ osoby przestrzegającej postu. Owszem, życzenia i słodycze rozdawane na początku i na końcu Ramadanu jak najbardziej. Iftar, czyli kolacja po całodziennym poście - jak najbardziej - szkoda tylko, że nie po całodziennym poście ;) No ale jak mi wszyscy tłumaczą: post postem, ale pracować w temperaturze ponad 40 stopni przez 12h trzeba - i to jest argument nie do przebicia.

Cappy jednak podąża za klientem :)
W sierpniu zobaczyłam u nas coś, co nazwałam Festiwalem Pralki i co mnie zarówno formą, jak i treścią rozłożyło na części pierwsze. Pewnego wieczoru wracając z zakupów zobaczyliśmy przy naszym markecie małą scenę z dość nietypową dekoracją - reklamami sprzętów AGD. Na scenie prowadzący zapraszał do prezentowania swoich talentów - wokalnych bądź tanecznych. Do wygrania był chyba mikser i mały ekspres do kawy. W Polsce zapewne taki prowadzący musiałby włożyć sporo wysiłku w przekonanie choć jednej osoby do wejścia na scenę. Tutaj wszyscy prawie się zabijali o to kto na nią wskoczy! Nie sądziłam, że İçmeler jest taką kopalnią nieodkrytych talentów! :) Nagłośnienie było fatalne, więc pod tym względem "tancerze" mieli przewagę. Wokalistów często zjadała trema, mylili słowa, ale nikt z tego tragedii nie robił, zawsze dostawali gromkie brawa. Tancerze czasem mylili taniec z wymachiwaniem wszystkimi kończynami w jak najszybszym tempie. Ale zdarzył się i kompozytor - amator, który zaśpiewał a capella swój własny utwór. Zdarzył się też chłopak, który tańczył naprawdę oryginalnie i fajnie...bardzo szeroko rozumiany freestyle :) Zdarzyła się też dziewczyna ze świetnymi warunkami wokalnymi, która niestety pomyliła w piosence wszystko co się dało....Generalnie przez dobre pół godziny nie mogłam się ruszyć z miejsca obserwując to przedziwne widowisko. Czego to Turcy nie wymyślą :)
 

Wokalistka z panem prowadzącym :)

Tancerz - jak widać daje z siebie wszystko :)

W sierpniu nasiliły się również ataki kurdyjskich terrorystów, co i nas niestety dosięgnęło. 3 dni temu w Marmaris znaleziono 3 bomby - na szczęście nic nikomu się nie stało. Tego samego dnia policja przyjechała też na naszą plażę i dyskretnie poinformowała A., że otrzymali telefon o tym, że na tej plaży ktoś podłożył bombę. A. z właściwym sobie wdziękiem postanowił mnie o tym poinformować wieczorem przy kolacji....żebym się nie denerwowała....Zadziwiające jest to, że zagrożenie nie minęło, policja cały czas kręci się koło naszej plaży, wieczorami przeszukują ją, ale o żadnej ewakuacji turystów, zamknięciu plaży NIKT w ogóle nie mówi (!!!!).

Taki to był sierpień - pełen wrażeń. I niefajnych i fajnych. Znam osoby, które takie "rewelacje" jak np. bomby przyprawiają o stan przedzawałowy, ale znam też i takie - np. mój brat, którzy od razu synchronizują się z Turkami i w lot pojmują jak należy czasem patrzeć na to, co się tutaj dzieje - "boşver", czyli "luz". Czas to pojęcie względne, nie spieszymy się nigdzie, a bomba - no cóż, nie dajmy się zwariować, jak przyjdzie nam tak umrzeć, to trudno, "kader" (przeznaczenie) ;)

PS. 1 W końcu nauczyłam się grać w tavlę!!! Allah Allah! :)

PS. 2 Korzystając z bankomatu, który tutaj jest też jednocześnie wpłatomatem musiałam, po prostu musiałam zrobić to zdjęcie....

A teraz proszę wyobraźcie sobie pana lub panią, którzy próbują włożyć do wpłatomatu pieniądze w kopercie lub przewiązane gumką... Skoro pojawiły się takie tabliczki na bankomatach, oznacza to, że była taka potrzeba.

4 komentarze:

  1. hehe fajnie, że jesteś. Tak podejrzewałam, że coś z netem jest na rzeczy, ale stawiałam na kolejną rządową blokadę bloggera, a tym razem jednak sąsiad.
    U Nas tez nikt postu nie przestrzega, chociaż widziałam, ze się starają (ten głodny wzrok, kiedy jesz cokolwiek idąc po ulicy). W tavlę nie umiem grac, chce się nauczyć, ale nie ma mnie kto nauczyć, bo mąż...nie potrafi!!!
    My niedawno wróciliśmy z Oludeniz (relacja na moim blogu) i po powrocie zobaczyłam, gdzie to Twoje Icmeler jest - wydaje się być blisko Fethiye wg Google maps.
    Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga, masz co nadrabiać :)

    http://wkrajuktorynieistnieje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. wróciłaś:) super! ja też myślałam że jakiegoś bana załapałaś, regularnie sprawdzałam czy są nowe posty :). Chciałabym na własne oczy zobaczyć "Festiwal pralki" musiało być zabawnie. Zawitam do Icmeler pod koniec września, może uda mi się coś fajnego podejrzeć.
    Może jakieś życzenia co do polskich specjałów? mogę się zabawić w przemytnika :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ingalill, czytałam Twoją relację z wakacji w TR. Jednak wbrew pozorom byłaś dość daleko ode mnie - ponad godzinę drogi. Ale jeśli to droga eleganckim tureckim autobusem z tv, kelnerem itd., to przynajmniej całkiem miła to podróż, prawda? :) Ciekawe co napisałaś, szczególnie o cenach. Nam ciągle wydaje się, że u nas jest drogo, ale może to dlatego, że pensje nie są zadowalające. Ceny żywności dość wysokie, o kosmetykach nie wspomnę (koszmarne ceny!), ale za to ceny i jakość ubrań bardzo sympatyczne, prawda? :) PS. Ciekawa notka o ceremonii pogrzebowej.

    Kebabko, dzięki, że pytasz :) A skąd jesteś? Tzn. z jakiego miasta w Polsce? Bo być może będę miała do Ciebie prośbę. A kiedy przyjeżdżasz?

    OdpowiedzUsuń
  4. mieszkam w Poznaniu a przyjeżdżam 26 września, jak by co to pisz na olgag80@tlen.pl
    pozdro :)

    OdpowiedzUsuń